Franciszek Nagłowski (1835-1890). Głos z przeszłości — opowieść przodka "Nie wiem, kiedy dokładnie przestałem być pamiętany, a stałem się tylko imieniem zapisanym w księdze. Może wtedy, gdy zamknęły się nade mną deski trumny, a może dużo później — gdy twoi dziadkowie przestali wspominać mnie przy stole. Nazywałem się Franciszek. Urodziłem się w Krzepicach, w czasach, kiedy dym z chałup mieszał się z zapachem pól, a człowiek wiedział, gdzie jego miejsce: między ziemią, która żywi, a Bogiem, który patrzy. Nie wiedziałem wtedy, że ktoś kiedyś będzie mnie szukał. Że zapytasz: „kim byłeś? czy miałeś rodzeństwo? dlaczego wybrałeś właśnie tę drogę?”. Ja nie mogę już mówić, ale zostawiłem ślady. Niepozorne imię i nazwisko w metryce urodzenia - Franciszek Nagłowski, podpis drżącą ręką w księdze ślubów, parę słów w zapiskach wójta. Nie wiedziałem, że te ślady przetrwają wieki bardziej niż opowieści, które przekazywaliśmy sobie przy stole. Pamiętam dzień, gdy żegnałem swojego ojca. Miał twa...